środa, 15 kwietnia 2015

Moja przygoda z kwasami...

W zeszłym roku bodajże w kwietniu, czy w maju zaczęłam moją przygodę z kwasami. 

Jak widać zaczęłam to w okresie letnim, gdzie kwasy nie są zalecane aczkolwiek, że jestem bardzo blada i dosyć rozumna przez całe wakacje omijałam słońce ogromnym łukiem i stosowałam na twarzy kremy z filtrami  SPF 50 co spowodowało, że nie musiałam się martwić o efekty uboczne działania kwasów na skórę twarzy.

Teraz minął już cały rok i właśnie wczoraj byłam na ostatnim zabiegu......wykorzystałam jeszcze pogodę, gdzie słońce za bardzo nie praży i nie muszę uciekać przed nim wielce (chociaż to, że nie ma słońca takowego nie znaczy, że przez chmury promieniowanie nie idzie)......
Dlaczego po raz ostatni byłam na kwasach u kosmetyczki...?? Zaraz wyjaśnię. 



Zaczęłam od kwasu  azelainowego ponieważ jest wskazany do skóry trądzikowej z przebarwieniami, krostkami itd....
Po pierwszym zabiegu nie było różnicy w zminimalizowaniu przebarwień po trądzikowych, a to je chciałam zlikwidować ale nastawiłam się na to, że efekty mogę być dopiero za 3 razem...
Po drugim zabiegu zaczęłam się łuszczyć delikatnie i kwas zaczął działać skóra delikatnie się rozjaśniła ale przebarwienia nie.  Za 3 razem zmieniłam kwas na migdałowy i to był świetny wybór ponieważ przy mojej cerze okazał się skuteczny.
Po 3 zabiegu zauważyłam ,że przebarwienia znikają...  
Oczywiście z każdym zabiegiem trzymanie kwasu na twarzy wydłużałam...(Pani kosmetyczka)
Za czwartym razem efektów znów nie było i trochę się zdenerwowałam bo kasy już trochę wydałam...i wtedy zrobiłam sobie krótką przerwę od kwasów. 

Jakoś przed nowym rokiem wybrałam się po raz 5 na kwasy tym razem do innej kosmetyczki  poszłam na zabieg, gdzie to  zastosowałam również kwas migdałowy z tym, że w stężeniu 50% wcześniej stosowałam 40%.

Z obawy o moją reakcję itp. Pani kosmetyczka nie trzymała go długo chociaż 
już jej mówiłam ,że na kwasach byłam itd..muszę przyznać, że zachowała się profesjonalnie bo gadać to sobie każdy może prawda?:) 

I oczywiście efektów żadnych nie było nawet się nie łuszczyłam i skóra nie szczypała po kontakcie z kwasem. Po tym zabiegu Pani kosmetyczka zorientowawszy się już na mojej skórze i uwierzywszy mojej historii zaproponowała mi połączenie kwasu z mikrodermabrazją i wtedy to był efekt WOW. 

Gdy najpierw pozbyłyśmy się naskórka zabiegiem
 mikrodermabrazji, a potem nałożyliśmy kwasy myślałam ,że zobaczę wszystkich świętych dawno mnie tak skóra nie szczypała...ale zauważyłam świetne efekty dlatego na kolejny zabieg poszłam  jeszcze chętniej i na ostatni wczoraj tym bardziej:) 
Po wczorajszym zabiegu moja skóra jest bardzo wrażliwa bo efekt działania kwasu jest naprawdę mocny, a że jeszcze czas jego trzymania przedłużyliśmy..tym bardziej

Czyli byłam 8 razy na zabiegu z kwasami i to dopiero te dwa ostatnie (nie licząc wczorajszego) sprawiły, że przebarwienia widocznie się rozjaśniły i nie potrzebuję już mega kryjących podkładów. 

Ale nie ma co ukrywać przebarwienia jeszcze są zresztą tam kiedyś ukazując krycie kremu BB ukazałam swoje lico. 

Skoro widzę działanie dlaczego więcej nie pójdę na zabieg do kosmetyczki? 
To kosztuję! 
I na takich 8 zabiegów naprawdę sporo wydałam miałam, w sumie nadal mam szczęście, że mieszkam z rodzicami przez co to co zarobię  w pracy jakąś część mogę wydać na swoje przyjemności...
ale nie ma co ukrywać aby zlikwidować wszystkie przebarwienia do zera na pewno jeszcze czekałoby mnie kilka zabiegów...ale, że moja skóra już nie straszy:) I w miarę dobrze się z nią czuję (a to najważniejsze) nie potrzebuje już aż tak silnych i płatnych zabiegów:) Dlatego wczorajszy zabieg mikrodermabrazji i kwasów był moim ostatnim jak na razie na tym etapie życia ;D

Oczywiście to nie znaczy, że  kwasów zrezygnuję bo są np. kremy z kwasami do kupienia, czy same kwasy, które można samemu zastosować i pewnie kiedyś to kupię być może nawet i po wakacjach bo jakieś obeznanie w tym już mam. 
I nie będę bała się ich sama na siebie nakładać....

Dlaczego rezygnuję z zabiegów u kosmetyczki? 
-po wczorajszym mocnym zabiegu myślę, ze mogłabym iść dopiero za około 4 tygodnie
-ale lato nadchodzi i w sumie mam ochotę iść na basen, na który już chyba z 4 lata nie byłam bez obawy, ze krem z filtrem gdzieś mi spłynie i będzie ała boli...
-szkoda mi kasy
-przebarwienia nie wyglądają już tak tragicznie
-chce dać skórze odpocząć już od roku męcze ją zabiegami, a sama pewnie też się ładnie zregeneruję i poprawi ;) 

I tak o to wygląda moja historia:) 
Przepraszam za nie ład i brak składni itp ale nie jestem żadnym poetą:) 

W sumie nie opisałam krok po kroku zabiegu z kwasami i mikrodermabrazji (bardziej jej efekty) ale jakbyście chcieli to dajcie znać.

Czy wam polecam?
Trudno mi to określić bo efekty są widoczne ale kilka zabiegów trochę kosztuję chociaż ostatnio stają się one coraz tańsze więc może raz w miesiącu na sam zabieg z kwasem uzbieracie (około 60zł) z dodatkami płaci się więcej np. połączenie z mikrodermabrazją potem maską łagodzącą itp. 

A moze któaś z was też jest po przygodzie z kwasami? 

12 komentarzy:

  1. odkąd chodzę na kosmetyczkę, wiem, że kwasy samemu są niebezpieczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie jakoś kompletnie nie ciągnie do kwasów :).

    OdpowiedzUsuń
  3. moja skóra bardzo lubi kwasy:) tylko teraz ja jej w domku serwuje ;)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie to nigdy nie interesowałam się za bardzo tematem kwasów. Fajnie, że przyniosły one u Ciebie w dużej mierze pozytywne skutki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się właśnie nad kwasami, ale chyba najpierw udam się do dermatologa, żeby pomógł mi ocenić co te moje niedoskonałości powoduje (podejrzewam hormony).

    OdpowiedzUsuń
  6. Kwasy jakoś mnie nie pociągają...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się z kwasami lubię, moim nr 1 jest kwas mlekowy, a teraz znów wróciłam do migdałowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chodzę od września. Na początku miałam co tydzień lekki owocowy. Ale nic nie pomógł. Przez cały listopad chodziłam na jakiś inny. I tak co tydzień. W styczniu p. kosmetyczka stwierdziła, że nie będzie brała żadnych pieniędzy, bo efektów brak. Więc chodziłam dalej co tydzień. Aż do marca. Pani mi zrobiła taką mieszankę, że mama musiała podpisywać odpowiedzialność. Drugiego dnia moja skóra była brązowa. Nie mówiąc o łuszczeniu. Jakaś masakra. Ale zadziałało. Podczas nakładania na twarz łzy się same lały. Masakra. Teraz chodzę co 3 tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. podstawa to udać się do dobrego kosmetologa- ja odradzam wszelkie panie kosmetyczki, które ładują na twarz kwasy i same do końca nie wiedzą co robią :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy jeszcze nie miałam zabiegów z kwasami, ale też jakoś nigdy się tym nie interesowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nawet nie wiedziałam, że są takie terapie... Moje piegi bledną bardzo mocno jesienią i zimą, prawie wtedy zanikając, a gdy pojawia się więcej słońca, to muszę od razu zacząć smarować twarz kremem z SPF 50 lub trochę mniejszym, ale pod warunkiem, że robię to min. raz dziennie. Wtedy piegi tylko odrobinę wyłażą z powrotem, ale wciąż są jasne i mało rzucają się w oczy. A ja nie czuję, że wyglądam jak indycze jajo. Mam na tyle ładną cerę, że jakoś nie planuję się pozbywać przebarwień. Zresztą mój mąż je lubi i mi zabrania robić z nimi cokolwiek... ;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Jeśli mnie odwiedzasz bądź pewny/a, że i ja to zrobię:*