niedziela, 7 września 2014

SUN CARE emulsja kojąca po opalaniu-dba o przypaloną skórkę ;)



Niestety ale czas wakacyjny już za nami i te beztroskie dni leniuchowania na plaży minęły jak lekki powiew wiatru ale jak wiemy w tych czasach można być opalonym przez cały rok :) 
Ja w tym roku się nie opalałam ponieważ postawiłam na skórę białą jak gejsza ;D Jednakże pewnego dnia ma biała skóra nie wytrzymała silnych promieni letniego słoneczka i uległa lekkiemu oparzeniu na cale szczęścicie miałam przy sobie SUN CARE....



Byłam na grillu i siedziałam w cieniu, a nawet zrobiłam coś bardzo dziwnego bo wzięłam z domu parasolkę i przez jakiś czas siedziałam pod nią (co się nie robi, aby skóra była blada:)) te wszystkie moje wyczyny jednak poszły na marne bo i tak się spaliłam dlaczego? 
Grill był niespodziewany, a że przy sobie nie miałam żadnego filtra....wiadomo co się stało




Wróciłam do domu z bardzo czerwonym dekoltem, karkiem oraz ramionami były przypalone jak te kiełbaski:) 
 Wtedy to przypomniałam sobie, że od portalu  http://udziewczyn.pl/ dostałam interesujący produkt, który wtedy natychmiastowo przetestowałam. 

Emulsja była jak łagodny plaster na me oparzenia ponieważ jej lekka i bardzo delikatna konsystencja otula nasze przypalone ciałko niczym delikatny biały puszek (emulsja jest białego koloru), który okrywa skórę niczym kojący eliksir.  


Po nałożeniu emulsji w miejsca, które uległy oparzeniu natychmiastowo doznajemy ulgi w postaci ochłodzenia i złagodzenia zaczerwienienia, dodatkowo skóra jest gładka i nawilżona.
Po około 3 dniach zaczerwienie całkowicie znikło, a na skórze nie było żadnych śladów po opalaniu. 
Emulsja też bardzo dobrze sprawdza się przy podrażnieniach mechanicznych jak depilacja ponieważ łągodzi  stany zapalne. Naprawdę polubiłam ten kosmetyk i nie tylko jako SOS na przypaloną skórę ale również i jako balsam domowy od czasu do czasu aby pożegnać jakieś podrażnienia.



20 komentarzy:

  1. Ja w tym roku też chciałam się nie opalać (ach, ten wpływ kultury koreańskiej i ich zamiłowanie do bladości) ale niewiele osób rozumiało mój tok myślenia. Siostra ciągle mnie zabierała nad wodę i raz niestety się spaliłam na czerwono. Caaaałe nogi z tyłu i ramiona. Ja użyłam na to zwykłego kremu z nivea (tego z granatową zakrętką) mimo, że wiedziałam, że on na coś takiego nie działa, ale przynajmniej nie piekło tak. Na następną wizytę nad jeziorem zaopatrzyłam się w krem do opalania z większym filtrem czy jak to się tam nazywa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie wiedzieć świetna recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tak rzadko się opalam, że tego typu produkty są mi niepotrzebne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie siegam po tego typu produktow :P

    OdpowiedzUsuń
  5. dawno nie byłam mocno opalona, więc nie pamiętam kiedy używałam tego typu produkty, ale kiedyś pewnie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pierwsze słyszę o tym produkcie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogólnie Floslek zbiera sporo pozytywnych opinii a ja sama mam cheć przyjrzeć się bliżej ich ofercie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz widzę tą emulsję. Super, że się sprawdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja tą emulsją smarowałam łysinę mojego chłopaka gdy sobie przypiekł. pomogła.

    OdpowiedzUsuń
  10. w następne lato będę miała go na uwadze ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja miałam jeden, rewelacyjny balsam po opalaniu.. na drugi dzień skóra była brązowa! ale nigdzie go nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo lubię tą firmę, więc będę o nim pamiętała w przyszłe wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
  13. mam ja i w sumie obecnie uzywam jako zwykłego balsamu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajna ta emulsja, na oparzenia jak znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasem taki kosmetyk bywa niezbędny.

    OdpowiedzUsuń
  16. nie spotkałam się wcześniej, ale dobrze wiedzieć na przyszłość o takim produkcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja się w tym roku nic a nic nie opaliłam:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Jeśli mnie odwiedzasz bądź pewny/a, że i ja to zrobię:*