poniedziałek, 17 listopada 2014

Przebiegający pies przez jezdnie+autobus= zderzenie! :(

Wczoraj rano szybkim pędem biegłam na przystanek autobusowy, który mam tuż obok domu-jak to bywa w niedzielę autobusy jadą rzadko, a przecież do pracy musiałam się jakoś dostać.
Nagle patrzę tuż przed autobusem na jezdnię wybiega pies i pach autobus zahaczył o niego.
 NA całe szczęście autobus w miarę hamował przez co koło nie przejechało po psie.
 Pies ucieka dalej. Co mam robić?! Do pracy muszę jechać bo kolejny autobus za godzinę, a otwieram sklep...:( 
W ekspresowym tempie dzwonie do mamy-wybiegaj na ulice bo psa stłukło i gdzieś wybiegł.
 Mama wychodzi, a ja jadę do pracy. Niestety psa nigdzie nie widać:(
 Zamartwiam się i żałuję, że w porę nie wyskoczyłam i nie wybiegłam.

Nagle mama dzwoni jest pies! 
Pod naszą klatką schodową szczeka jakiś pies i stoi z pijakiem.
Opisuję Go i okazuję, że  to ten. 
Mama zabiera psa od  pijaka, który chce za to piwa-mama się odzywa psa potrąciła, pies krzywo chodzi i tego nawet nie widzisz. 
Psem okazała się suka-domownicy nawali Ją SARA.

Aktualnie (17.11.2014.) Leży w przedpokoju i czeka...
NA co?
 Na wizytę u weterynarza.
Ja i mama właśnie się tam szykujemy.

Sarą kuleję na tylną łapkę i ogółem ma trochę krzywy tył.
Nie wspomnę już o tym ,że jest strasznie wychudzona...
 Jednak to nie przeszkadza Jej w figlowaniu, czy skakaniu do łóżka aby ze mną spać. Jak na razie czuję się dobrze aczkolwiek chcąc nie chcąc trzeba ją zbadać bo to jednak był autobus... 

Sara jest dużym psem i myślę, że to znak:)
Dokładnie rok temu po długiej chorobie (padaczka) musiałam uspać swojego kochanego owczarka, a tu nagle pojawia się taki właśnie mieszaniec płci żeńskiej... 
Piesek jest młody na oko myślę, że ma roczek lub jest świeżo po..
Wszystkiego dowiemy się później.

15 komentarzy:

  1. Ojeju, kocham Cię. Nie jesteś obojętna na krzywdę zwierzaków <3.
    Mam nadzieję, że z sunią będzie w porządku. Czekam na wiadomości i zdjecia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki oby wszystko było dobrze z pieskiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze!!

    OdpowiedzUsuń
  4. trzymam kciuki aby się udało.
    w sobotę wieczorem w wypadku zginął mój kolega..
    takie wiadomości są straszne.

    OdpowiedzUsuń
  5. cudna jesteś, uwielbiam ludzi z sercem dla zwierząt :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za historia! ;) Dobre serduszko masz i Twoja mama też :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, że nie przeszłaś obojętnie! Ostatnio się nieźle wkurzyłam - rano przy sklepie zobaczyłam małego kotka, nie dał do siebie podejść. Pobiegłam kupić mu coś do jedzenia, jak wróciłam już go nie było. Po południu znowu tam pojechałam, szukałam i pytałam ludzi. Jaka była reakcja ludzi? "Jesteś nienormalna kobieto! Kogo obchodzi jakiś ****** sierściuch?!" (nie wprost, ale o to im chodziło). Spotkałam też panie pracujące w tym sklepie, były zapalić i pogadać. Co powiedziały? "Proszę pani! My tu CIĘŻKO PRACUJEMY! Nie mamy czasu, żeby się jakimś kotem oglądać!"
    Mam nadzieję, że takich ludzi jak Ty będzie coraz więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy powinien się zachować w ten sposób, jednak różni są ludzie... Psinka na pewno Ci się odwdzięczy za dobre i wrażliwe serducho :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że nic jej się nie stało. Mam nadzieję, że u weterynarza wszystko pójdzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja kiedyś też coś takiego widziałam to byłam wstrząśnięta

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniałe serce masz Ty i Twoja mama :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochane jesteście, że przygarnęłyście tego pieska:*

    OdpowiedzUsuń
  13. To się chwali, jestem z Ciebie bardzo dumna;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Jeśli mnie odwiedzasz bądź pewny/a, że i ja to zrobię:*